
W Meksyku, a dokładniej na Jukatanie, miejscowa ludność szczególnie upodobała sobie awokado. Podobno ich pestki i miąższ nie tylko wzmagają potencję, ale także czynią mężczyzn prawdziwymi don Juanami. W Polsce, w ostatnich latach furorę robi świeża bazylia. Co prawda nikt nie robił takich badań, ale nie wykluczone, że jest to spowodowane zbawiennym wpływem tej rośliny na potencję. Może ludzie podświadomie skojarzyli te rzeczy? W każdym razie moc bazylii znana była już starożytnym mieszkańcom Indii.
Moc afrodyzjaku ma nawet nasz poczciwy chrzan. Ma w sobie dużo witaminy C i wpływa na ukrwienie. Także tam, gdzie mężczyźni bardzo tego potrzebują. Za afrodyzjak uważa się także czosnek. Twierdzili tak już starożytni Egipcjanie, a za nimi i Rzymianie. Szczerze mówiąc potrzeba jednak dużej desperacji, żeby zdecydować się na taką kuracją na chwilę przed tą randką. Podobno zapach po zgryzieniu ząbka czosnku niweluje kminek i pietruszka. No cóż, można i tak.
W medycynie azjatyckiej zawsze wysoko cenione były możliwości imbiru. Stąd jest to jedna z najbardziej popularnych przypraw w tej części świata. Imbir działa stymulująco i poprawia krążenie krwi. W ten sposób wzmaga erekcję. Mówiąc o afrodyzjakach nie sposób nie wspomnieć o mandragorze. To magiczna roślina wykorzystywana w erotycznych czarach już od starożytności. Jest bardzo rzadka. I dobrze, bo jej przedawkowanie może mieć smutne konsekwencje dla zdrowia.
Bardzo dobrze na potencję wpływają orzechy. Szczególnie włoskie. Poza tym obniżają poziom cholesterolu i działają przeciwrakowo. W miłosnej kuchni warto korzystać także z musztardy. Starożytni dodawali jej do każdej wykwintnej potrawy. Kto uwierzy, że znana jest od przeszło dwóch tysięcy lat? Bardzo dużą popularnością wśród zwolenników naturalnych afrodyzjaków cieszą się wszelkie owoce morza. Wedle badaczy jest to wpływ potasu i innych rzadkich minerałów w które przebogate są te stworzenia.
Wśród klasycznych afrodyzjaków przywołamy jeszcze seler. Szczególnie polecana jest surówka z surowego warzywa. Od stuleci sławi się tę niepozorną roślinę w pieśniach za jej wpływ na wzmocnienie i długość działania męskich organów. Afrodyzjakiem jest także lukrecja. Nie tylko jej nazwa brzmi ponętnie, ale także dodana do słodyczy podnosi podniecenie u osób, które ją zjadły. Kiedyś za afrodyzjak uważano cząber. Warto spróbować. To bardzo aromatyczne zioło świetnie komponuje się z sałatkami, tłustymi mięsami i zawiesistymi zupami. Oprócz działania na libido, cenione jest za wpływ na prace żołądka.
Kolendra to zioło rosnące prawie w każdym zakątku świata i właściwie wszędzie spostrzeżono jej erotyczne działanie. Szczególnie dobre efekty przynosi podobno, gdy zmiesza się ją z winem. Nie wolno też zapominać o działaniu wina. Jako afrodyzjak stosowane było już od tysiącleci. Lepsze jest podobno czerwone i raczej wytrawne niż słodkie. Należy też pamiętać, że mówimy o kieliszku przed łóżkowymi harcami, a nie o butelce. Duża ilość wina ma działanie dokładnie przeciwne.